CPFC Polska

Upadek kapitana

Upadek kapitana
cpfc.co.uk

Początek kariery Luki Milivojevicia na Selhurst Park wskazywał, że może zapisać się na stałe w historii klubu. Serbski pomocnik imponował formą, świecił przykładem również poza boiskiem, dzięki czemu zyskał opaskę kapitana. Z biegiem kolejnych miesięcy jego boiskowa dyspozycja była jednak tylko gorsza i gorsza. Teraz przez wielu fanów Crystal Palace został już skreślony.

Piłkarz urodzony w Kragujevac trafił do południowego Londynu zimą 2017 roku. Za jego transfer włodarze The Eagles zapłacili Olympiakosowi Pireus aż 10 milionów funtów. Liga grecka nie jest zbyt popularna, dlatego też trudno było się dziwić ówczesnej konsternacji kibiców z SE25. Pomysł na niego miał wtedy Sam Allardyce i zapragnął mieć kapitana reprezentacji Serbii w Palace. Szeroka publika szybko poznała się na talencie walecznego gracza z byłej Jugosławii. Już pierwsze mecze Milivojevicia w czerwono-niebieskiej koszulce pokazały niedowiarkom, że jest to zawodnik wysokiej klasy, który ma świetny przegląd pola, znakomicie wykonuje stałe fragmenty gry i po profesorsku gra w defensywie wspomagając duet stoperów. 

Po finalizacji transferu Luka praktycznie od razu wskoczył do podstawowego składu Orłów i zadomowił się w nim na dobre. Debiutancką rundę w Premier League zakończył z 2 bramkami na koncie w 14 występach. Stety lub niestety już wtedy przekonaliśmy się, że 29-latkowi zdarza się też grać brutalnie. Na Wyspach ceni się piłkarzy, którzy nie odstawiają nogi i walczą do upadłego, ale 4 żółte kartki we wspomnianych 14 spotkaniach chluby zdecydowanie mu nie przyniosły. Mimo tego kolejne osoby przebąkiwały o tym, że Milivojević ma zadatki na lidera Crystal Palace. Przecież już w barwach Olympiakosu przywdziewał kapitańską opaskę. 

Przygoda Sama Allardyce'a w południowym Londynie szybko dobiegła końca, gdyż doświadczony menedżer mimo próśb zarządu nie zdecydował się przedłużyć kontraktu w poszukiwaniu kolejnych wyzwań. Zastąpił go nieszczęsny Frank de Boer, który wymyślił sobie Serba... na środku obrony. Legendarny pomocnik m.in. FC Barcelony nim zdążył przekonać się, że to jest delikatnie mówiąc gówniany pomysł, musiał pakować już walizki. Jego miejsce zajął nie kto inny jak Roy Hodgson, który jeszcze w tym samym sezonie mianował Lukę Milivojevicia kapitanem Orłów. Nie bez przyczyny, gdyż domagali się tego sympatycy klubu i defensywny pomocnik dawał doświadczonemu menedżerowi wiele powodów na murawie, aby podjąć właśnie taką decyzję. Co prawda, nowy wódz The Eagles dalej kolekcjonował żółte kartki, niczym filatelista znaczki, ale to było nieistotne. Potrafił utemperować Wilfrieda Zahę, który lubił (i dalej lubi) wdawać się w bójki i przepychanki słowne. Umiał konkretnie zmotywować resztę drużyny, która nie oddawała meczów bez walki. No i statystyki. Czymże byłby futbol bez statystyk? 39-krotny reprezentant Serbii w kolejnych rozgrywkach zdobył aż 10 goli w 36 meczach. Większość z nich była z rzutów karnych, ale bramka to bramka. Swoją pewnością przy wykonywaniu stałych fragmentów gry potrafił zauroczyć niejednego fana z Selhurst Park.

Kampanię 2018/19 rozpoczął już jako pełnoprawny kapitan i zaliczył sezon życia. W 38 występach strzelił 12 goli, dorzucił do tego 2 asysty i... 10 żółtych kartek. Jego gra stawała się coraz bardziej brutalna, ale nikogo to nie interesowało, bo przecież strzelał gole jak na zawołanie, zaliczał niezliczoną ilość przechytów i niezmiennie wprowadzał spokój w środku pola. Przyzwoicie zaczął także kolejne rozgrywki, z biegiem czasu jego forma zaczynała jednak przypominać równię pochyłą. Defensywny pomocnik raził niedokładnością i brakiem zaangażowania. Aż przyszedł mecz III rundy FA Cup przeciwko Derby County. Była 64. minuta, Orły przegrywały z ekipą z Championship 0-1, frustracja rosła. I właśnie w tym momencie doszło do faulu, po którym Milivojević najpierw złapał pomocnika gości, Toma Huddlestona za twarz, natomiast kilka sekund później uderzył go z przysłowiowego byka. Arbiter spotkania, Michael Oliver po obejrzeniu tego incydentu na monitorze VAR nie miał najmniejszych wątpliwości i pokazał kapitanowi The Eagle czerowną kartkę. Luka musiał później pauzować w trzech meczach ligowych, ale na niewiele to się zdało, gdyż już w pierwszym spotkaniu po powrocie na boisko... otrzymał żółą kartkę. W całym sezonie 2019/20 kartoników tego koloru zebrał przeszło 12! Regularnie dawał ponosić się emocjom i gdy mu nie wychodziło, a nie wychodziło nazbyt często, atakował rywali w mniej lub bardziej niepożądany sposób. Nie zawsze był już też pierwszym wyborem na swojej pozycji, w ostatnich spotkaniach sezonu często brakowało dla niego miejsca w podstawie. Kartek uzbierał 12, bramek tylko 3. A powinno być odwrotnie...

Cały świat od prawie roku walczy już z pandemią COVID-19. Zaleca się ograniczanie kontaktów z bliskimi i zagraniczne wyjazdy. Co więc zrobił kapitan drużyny przed startem okresu przygotowawczego? Udał się do Serbii w rodzinne strony. Doskonale wiedział z czym się to wiąże, a mianowicie dwutygodniową kwarantanną po powrocie do Anglii. Obowiązki służbowe, jeśli tak można nazwać treningi i mecze sparingowe, okazały się mniej istotne. Pokusa zobaczenia się z przyjaciółmi i rodziną okazała się zbyt wielka. Wszyscy pozostali zawodnicy posłusznie zostali w Londynie i czekali na rozpoczęcie się przygotowań do nowego sezonu. 29-letni pomocnik stracił znakomitą większość okresu przygotowawczego, podczas którego z dobrej strony pokazali się jego konkurenci do gry, czyli James McCarthy oraz przede wszystkim Jaïro Riedewald, który wyrósł na gwiazdę Crystal Palace. Dodatkowo publicznie za decyzję o wyjeździe do Serbii skrytykował go Roy Hodgson. Było jasne, że Milivojević straci miejsce w wyjściowej jedenastce i zasiądzie na ławce rezerwowych. Pomocnik wchodził na końcówki spotkań, nie wnosił nic szczególnego do gry Palace, ale z pomocą przyszły mu... kontuzje kolegów. Przed pojedynkiem z Fulham okazało się, że niezdolni do gry są James McArthur oraz James McCarthy i Hodgson zdecydował się przywrócić Lukę do łask. Jego występ przeciwko The Cottagers pokazał tylko, że jego forma wciąż pozostawia wiele do życzenia. Serb był nieporadny, jego podania były niedokładne, a rzuty rożne jakby wykonywane z przymusu. Można było mieć nadzieję, że w kolejnym meczu, tym razem z Wolverhampton Wanderers będzie lepiej. Niestety tak nie było, Milivojević grał tak jakby odrabiał pańszczyznę. Cały zespół grał słabo, nie zanosiło się, że wynik spotkania (Wilki wygrały ostatecznie 2-0) ulegnie zmianie i co w 86. minucie robi kapitan? Próbuje wślizigiem odebrać piłkę João Moutinho, niechcący (a jakże) wyprostowaną nogą trafia Portugalczyka w kostkę, która prawie stworzyła kąt 90°. Na nic się zdały protesty i błagania. Martin Atkinson po analizie VAR pokazał mu czerwoną kartkę i reprezentanta Serbii czekają kolejne trzy mecze odpoczynku. 

Milivojević wrócił więc do punktu wyjścia. Na jego nieszczęście do pełni zdrowia wrócili McArthur i McCarthy. Nie do ruszenia jest Riedewald, a w odwodzie jest też grający obecnie na środku obrony Cheikhou Kouayte - nominalny defensywny pomocnik. Czy niespełna 30-letni piłkarz ma jeszcze czego szukać na Selhurst Park? Oczywiście, lecz pod warunkiem, że wróci do dawnej formy i zacznie udowadniać swoją boiskową postawą, że wciąż zależy mu na występach w koszulce z orłem na piersi. Bo klub w niego wierzy, przecież niedawno Luka podpisał nową umowę, która wiąże go z The Eagles do końca czerwca 2023 roku. Ale cierpliwość ludzi zasiadających w zarządzie oraz na trybunach naszego stadionu ma swoje granice. Ci drudzy coraz częściej dają wyraz swojego niezadowolenia z postawy pomocnika oraz jego zachowań, które nieprzystoją kapitanowi drużyny. Wielu kibiców po prostu ucieszyło się, że były zawodnik m.in. Anderlechtu i Crvenej Zvezdy ponownie wyleciał z boiska i nie będzie grał w najbliższych meczach. A to o czymś świadczy. Luka Milivojević musi wziąć się w garść, jeśli nie chce rozglądać się za nowym klubem. Bo póki co obserwujemy upadek kapitana...