CPFC Polska

W oczekiwaniu na biały dym nad Selhurst Park

W oczekiwaniu na biały dym nad Selhurst Park
Gregorio Borgia AP

O tym, że Roy Hodgson pożegna się z Crystal Palace wraz z końcem minionego sezonu mówiło się w kuluarach od dawna. Wydawać by się mogło, że zarząd The Eagles miał wystarczająco dużo czasu na analizę kandydatów i przeprowadzenie wstępnych rozmów z wybranymi szkoleniowcami. Niestety po dziś dzień nie wiemy, kto zostanie nowym menedżerem Orłów. Co gorsza, medialne doniesienia są tak zróżnicowane, że trudno jest wytypować faktycznego faworyta. 

Wystarczy wpisać w Google hasło "Crystal Palace next manager", aby zdać sobie sprawę, że karuzela kręci się aż miło. Najczęściej wymienianym kandydatem od dawien dawna jest Sean Dyche. Entuzjastą talentu menedżera Burnley jest przede wszystkim prezes Palace, Steve Parish. Odmienne zdanie mają współwłaściciele klubu, Josh Harris i David Blitzer - oni woleliby kogoś, kto sprawi, że zobaczymy na Selhurst Park żywszy i bardziej porywający futbol.

49-latek wydaje się naturalnym następcą Hodgsona, który gwarantowałby utrzymanie w Premier League, bazując raczej na niewielkim budżecie transferowym. Włodarze Crystal Palace przekonali się już, że pompowanie grubych milionów w zawodników nie jest wcale jednoznaczne z tym, że nagle zobaczymy Orły w europejskich pucharach. Wystarczy wspomnieć, że na duet z Liverpoolu: Mamadou Sakho i Christiana Benteke wydaliśmy prawie 60 milionów funtów. Może lepiej nie będziemy podliczać ile wspomniani dżentelmeni zainkasowali przez okres trwania swoich kontraktów. Już od kilku sezonów rozważniej wydajemy pieniądze na transferowym rynku i mimo, że z punktu widzenia kibica może być to czasami irytujące, należy pamiętać, że zdrowe finanse są podstawą rozwoju. Tak więc kto jak nie Dyche? 

I tu pojawia się kolejna ważna kwestia, o której jeszcze nie wspomnieliśmy. Mianowicie młodzież. W ubiegłym roku klub przeznaczył 20 milionów brytyjskiej waluty na rozbudowę i unowocześnienie akademii, dzięki czemu przyznano jej status kategorii 1 gwarantującej odpowiednio grę w Premier League U18 i Premier League 2. Jak pokazał poprzedni sezon mamy rewelacyjne roczniki - ekipa do lat 18 prawie została mistrzem południowej dywizji, natomiast zespół U23 wygrał play-offy i awansował do pierwszej dywizji wspomnianej Premier League 2. Już teraz blisko pierwszej drużyny są tacy piłkarze jak Jesurun Rak-Sakyi, David Omilabu, Reece Hannam, czy John-Kymani Gordon. Zarząd Crystal Palace tym samym stawia warunek nowemu szkoleniowcowi - musi korzystać z zasobów akademii, która tylko w ostatnim czasie wychowała Aarona Wan-Bissakę i Tyricka Mitchella. 

Czy menedżer The Clarets popierałby taką politykę? Niekoniecznie. Dlatego też na kolejnych miejscach listy kandydatów znajdują się Steve Cooper i Valérien Ismaël, a ostatnio nawet Nuno Espírito Santo. Pierwsza dwójka to z pewnością powiew świeżości, ale też spore ryzyko. Zarówno menedżer Swansea City, jak i były gracz The Eagles, a obecnie szkoleniowiec Barnsley nie mieli jeszcze styczności z najwyższą klasą rozgrywkową w Anglii. Obydwaj jednak z pewnością odważnie postawiliby na młodzież. Tylko czy ich umiejętności są wystarczające, aby przeprowadzić rewolucję w składzie i utrzymać po tym wszystkim drużynę w lidze? Jest ryzyko, jest zabawa.

Postać Nuno w tym zestawieniu nikogo nie powinna dziwić, bo Portugalczyk wykonał bardzo dobrą robotę w Wolverhampton. Jego ostatni sezon na Molineux Stadium nie należał do najlepszych, ale całkoształt pracy jest oceniany bardzo wysoko. Były menedżer Wolves wydaje się opcją idealną, bo gwarantuje odważny futbol, mieszankę rutyny z młodością i utrzymanie. A może nawet coś więcej. Ale czy będzie zainteresowany pracą w południowym Londynie? Jeśli otrzyma propozycje z lepszych klubów, to na pewno nie. 

Bez względu na to, kto zostanie nowym menedżerem, powinniśmy dowiedzieć się o tym maksymalnie w ciągu dwóch tygodni. Dlaczego? Jeśli rewolucja ma być przeprowadzona poprawnie, to przyszły szkoleniowiec musi mieć czas na zastanowienie się, kogo z obecnej kadry chce mieć w sezonie 2021/22. Andros Townsend w jednym z wywiadów wspomniał ostatnio, że wielu zawodników, w tym on, wciąż czekają na decyzje w sprawie swojej przyszłości, oczekując na następcę Roya. Pora na konkrety i męskie decyzje panowie właściciele!